Naukowe fałsze Turskiego

March 19, 2016

|

Mój komentarz do artykułu “Prawda naukowa” autorstwa prof. Turskiego (opublikowanego tutaj i tutaj) podzieliłem na dwie części. Dzisiaj krótko odniosę się do zawartych w tym tekście oskarżeń o oszustwa i fałszerstwa dokonywane przez klimatologów, w blognotka następna będzie poświęcona artykułowi Fyfe et al., który szkoda mi było omawiać wyłącznie w kontekście przeinaczeń i konfabulacji z “Prawdy naukowej”.

Główną tezą prof. Turskiego jest to, że Kiedyś Było Lepiej, nauka była uczciwa i czysta, społeczeństwo ufało naukowcom, a rodzice szczepili swoje dzieci. Dzisiaj niestety już tak nie jest, a winę za to ponoszą naukowi oszuści, między innymi klimatolodzy

Niestety wartość [nauki] została ostatnimi czasy podważona przez niespotykaną dawniej liczbę przypadków zamierzonych nieuczciwości i poważnych oszustw, których sprawcami byli i są naukowcy.

Zaznaczę od razu, że nie zgadzam się z tak przedstawionym wizerunkiem upadku nauki i zaufania do niej, spowodowanej nieuczciwością uprawiających ją ludzi. Oczywiście, wzrostu liczby przypadków oszustw w nauce można się spodziewać choćby z tego względu, że ten obszar ludzkiej działalności w ciągu ostatniego półwiecza ogromnie się rozrósł, zarówno jeśli chodzi o wzrost liczby wyspecjalizowanych dziedzin nauki, samych naukowców, czy wyników badań mierzonych publikacjami. Co więcej, globalizacja nauki oraz powszechny dostęp do internetowych źródeł sprawiły, że znacznie łatwiej, i szybciej, jest znaleźć problemy związane z wynikami badań i ich interpretacją,11 Czasami zajmuje to tylko kilka dni albo wręcz godzin, jak to było w przypadku artykułu o GFAJ-1 sześć lat temu. a także odkryć plagiaty czy auto-plagiaty, kategorię przewin naukowych wcześniej ignorowaną, a obecnie całkiem powszechną nie tylko w polskim dziennikarstwie śledczym.

Warto tutaj jednak podkreślić dwie kwestie. Po pierwsze, naukowcy też ludzie, i też często popełniają błędy. Nawet niedorzeczna analiza statystyczna, absurdalna interpretacja wyników czy niezrozumiane cytowania nie są jeszcze powodem, by zarzucać komuś złą wolę czy oszustwo. Postęp naukowy jest możliwy między dzięki temu, że naukowcy nie boją się publikować wyników badań które mogą się okazać błędne, i to nawet wtedy, kiedy są niemal pewni, że okażą się błędne.22 Nadświetlne neutrina z eksperymentu OPERA mogą być tego dobrym przykładem.

Po drugie, nowoczesna nauka wypracowała mechanizmy, które umożliwiają oddzielenie ziarna od plew, i stopniową eliminację naukowych błędów, niepoprawnych teorii czy zwykłych oszustw. Sposobem najpopularniejszym, wymagającym minimum wysiłku, a zarazem bardzo skutecznym, jest po prostu ignorowanie kiepskich publikacji; tak że po kilku latach nie pamięta o nich nikt poza wciąż samo-cytującym się autorem i jego biednymi doktorantami. W przypadkach bardziej kontrowersyjnych, bardziej szkodliwych albo po prostu bardziej interesujących środowisko naukowe sięga po bardziej aktywne metody: powstają polemiki i kontr-polemiki, publikowane są corrigenda, decyzją autorów albo mocą decyzji edytorskiej błędne artykuły są wycofywane z czasopism naukowych. A jeśli zachodzi podejrzenie popełnienia przez naukowców oszustwa, istnieją odpowiednie instytucje których obowiązkiem jest przeprowadzenie dochodzenia i ukaranie winnych.

Pełny przegląd zastosowania tychże mechanizmów można było obserwować w przypadku wspomnianych w tekście prof. Turskiego badań grupy Andrew Wakefielda nad skutkami ubocznymi szczepionki MMR. Nie będę tutaj streszczał całej tej historii, chciałbym jednak w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że wbrew sugestiom prof. Turskiego ludzie przestali szczepić dzieci nie dlatego, że przeczytali artykuł naukowy opisujący groźne powikłania poszczepienne, albo że stracili zaufanie do nauki gdy się dowiedzieli, że artykuł ten zawierał sfabrykowane dane.

Większość sympatyków ruchu antyszczepionkowego czasopism takich jak Lancet czy BMJ nigdy nie miała w ręce, a stanowisko nauki w tej czy innej kwestii jest im doskonale obojętne. Swoją wiedzę o szczepieniach czerpią nie z artykułów naukowych czy opracowań instytucji medycznych, ale z prasy popularnej, blogów, dyskusji internetowych i filmów na youtube. To czy Wakefield oszukiwał, czy nie, nie ma dla nich znaczenia, bo ludzie ci z zasady odrzucają konsensus naukowy w temacie nieszkodliwości szczepionek MMR.

Wiele osób nawet dzisiaj wierzy że Wakefield miał rację, a udowodnione mu zarzuty to efekt nagonki producentów szczepionek i skorumpowanych polityków. I nawet gdyby Wakefield nie istniał, to przecież jest mnóstwo innych “niezależnych ekspertów” z dziwnych organizacji zatroskanych rodziców czy libertariańskich think-tanków, na których można się zawsze powołać.

Ale to dygresja, w końcu Doskonale Szare nie jest blogiem o szczepieniach, tylko o klimacie i globalnym ociepleniu. I to właśnie tutaj prof. Turski znalazł kolejnych winowajców spadku zaufania do nauki:

Ale oszustwa zdarzają się nie tylko w medycynie. Cały niemal świat zaangażowany jest w problem, felietonowo określany jako globalne ocieplenie i ochrona ziemskiego klimatu. Odbywają się wielkie międzynarodowe konferencje. Jedna z nich była kilka lat temu w Warszawie. Wypowiadają się najwyżsi rangą politycy, z prezydentem USA włącznie. Niestety w trakcie tej debaty, decydującej być może o przyszłości cywilizacyjnej świata, argumenty naukowców przegrywają często z naciskami polityków. Zwolennicy teorii głoszących, że globalne ocieplenie jest konsekwencją działalności przemysłowej człowieka, a głównie emisji tzw. gazów cieplarnianych towarzyszących niemal każdemu technicznemu procesowi, w szczególności zaś wytwarzaniu energii (poza energetyką jądrową, ale ta została uznana za zbrodniczą z innych, bezsensownych powodów) uzyskali potężne wsparcie polityczne. Stali się też forpocztą radykalnych ruchów ekologicznych.

Tzw. krzywa hokejowa wykreślona już wiele lat temu przez jednego z głównych ideologów wpływu człowieka na globalne ocieplenia, prof. Michaela E. Manna, dowód na zbrodniczą działalność człowieka, to pewnie jeden z najbardziej znanych wykresów naukowych pomimo nieśmiało tu i ówdzie podnoszonych zastrzeżeń co do poprawności analizy danych służących do jej wykreślenia. Prof. Mann nie przebiera w słowach, krytykując swoich przeciwników. Być oponentem czy nawet sceptykiem jego teorii oznacza być wrogiem ludzkości. Media nie kwapią się do podawania krytycznych informacji o kolegach Manna.

Zacznę od rzeczy najbardziej bulwersującej, czyli kłamliwych insynuacji prof. Turskiego, że Michael Mann dopuścił się naukowych oszustw. Nie jest to pierwszy raz, kiedy prof. Turski podnosi ten zarzut, i o ile poprzednio można było jeszcze jego słowa usprawiedliwiać niewiedzą, to dzisiaj trudno mi uwierzyć w to, że oskarżając innych naukowców o oszustwo, i porównując Manna do Wakefielda, prof. Turski nie wie co robi.

Nie wierzę, by prof. Turski nie wiedział, że żaden z artykułów Michaela Manna nie został wycofany ani przez niego i jego współautorów, ani przez czasopisma w których publikował; w odróżnieniu od artykułu Wakefielda, wycofanego częściowo przez jego współautorów w 2004 roku i w całości przez Lancet w 2010 roku.

Nie wierzę, by prof. Turski nie wiedział, że podstawowe wnioski zawarte w artykułach Manna z 1998 i 1999 roku [1] zostały potwierdzone przez późniejsze badania paleoklimatyczne [2]; w odróżnieniu od wniosków grupy Wakefielda obalonych przez późniejsze analizy i meta-analizy literatury.

Nie wierzę, by prof. Turski nie wiedział, że badaniom Manna przygladało się w ciagu ostatnich 10 lat kilka specjalnie powołanych w tym celu komisje i panele, i za każdym razem dochodziły do tego samego werdyktu:

  1. W 2006 roku tematem tym zajmował się specjalny panel Amerykańskiej Akademii Nauk, orzekając że Michael Mann nie dopuścił się żadnych nieuczciwych czy oszukańczych praktyk (nagranie z konferencji prasowej panelu NRC, około 50 m. 20 s.).

  2. W 2010 roku dwie komisje Pennsylvania State University, uniwersytetu który był pracodawcą Manna, również oczyściły go z wszelkich zarzutów (raporty tutaj i tutaj).

  3. Żadnych nieprawidłowości nie znaleźli też w 2011 roku inspektorzy National Science Foundation, która finansowała jego granty.

A jeśli dla Turskiego “nieśmiało tu i ówdzie podnoszone zastrzeżenia co do poprawności analizy danych” są wystarczającym powodem, by zarzucać Mannowi oszustwa i fałszerstwa, wbrew ustaleniom innych naukowców oraz wymienionych wyżej instytucji, to jest nie tylko kłamcą, ale i hipokrytą. Nie dość, że pisze nieprawdę, i selektywnie odrzuca te ustalenia klimatologii, które mu nie pasują ze względów ideologicznych, to jeszcze w tym samym czasie ubolewa nad spadkiem społecznego zaufania do nauki, i ma pretensje do Manna że nie lubi swoich krytyków.33 Jeśli chodzi o to ostatnie, to ja się Mannowi nie dziwię. Nawet osoba o wielkiej cierpliwości i wyrozumiałości może stracić cierpliwość po kilkunastu latach obrzucania błotem, włączając to nienawistne emaile z życzeniami rychłej śmierci albo co najmniej wieloletniego więzienia, przemówienia prominentnych polityków nazywających jego dorobek naukowy “największym oszustwem w historii ludzkości”, albo oszołomów ślących na niego donosy do FBI.

Oczywiście każdy negacjonista globalnego ocieplenia zawsze potrafi sobie jakoś wewnętrznie zracjonalizować to, że w temacie szczepień wierzy wakcynologom, a gdy chodzi o klimat, to klimatologów uznaje za niewiarygodnych. W przypadku prof. Turskiego chodzi o to, że “argumenty naukowców przegrywają często z naciskami polityków”, co jest w jakimś sensie prawdą.

O tym, że argumenty naukowe przegrywają z polityką, świadczyć może to że klimatolodzy o zagrożeniach związanych z globalnym ociepleniem mówią od pięćdziesięciu lat, a politycy, poza wyrażanym uprzejmie zainteresowaniem i pustymi deklaracjami, nie podejmowali do tej pory zbyt aktywnych działań by tym zagrożeniom przeciwdziałać. Globalne ocieplenie nie stało się problemem tylko dlatego, że zaczął o nim mówić Barack Obama; w USA naukowcy mówili o globalnym ociepleniu jeszcze za prezydentury Lyndona Johnsona, podczas rządów administracji Cartera i później Reagana, za Busha seniora i Busha juniora.

A przecież nie jest tajemnicą, że konserwatywne środowiska polityczne są mniej lub bardziej sceptycznie nastawione do wszelkich kwestii związanych z ochroną środowiska. Sam fakt że naukowcy mówili jednym, coraz mocniejszym (w miarę postępów badań nad klimatem) głosem niezależnie od tego, kto akurat zasiadał w Białym Domu, pokazuje że są wystarczająco odporni na naciski polityczne insynuowane przez prof. Turskiego.


Przypisy

1. Mann, et al. (1998), “Global-scale temperature patterns and climate forcing over the past six centuries”, Nature, 392, 779–787 ()link) i Mann, et al. (1999), “Northern hemisphere temperatures during the past millennium: Inferences, uncertainties, and limitations”, Geophysical Research Letters, 26, 6, 759–762 (link).
2. Na przykład zob. Wahl i Ammann (2007), “Robustness of the Mann, Bradley, Hughes reconstruction of Northern Hemisphere surface temperatures: Examination of criticisms based on the nature and processing of proxy climate evidence”, Climatic Change 85/1, 33-69 (link); PAGES 2k Consortium (2013), “Continental-scale temperature variability during the past two millennia”, Nature Geoscience, 6, 339–346 (link).

Podaj dalej → Twitter Facebook Google+
Naukowe fałsze Turskiego - March 19, 2016 - Doskonale Szare